Przejdź do głównej zawartości

Posty

Axis mundi

Trudno nie trafić do Gołębnika. Zazwyczaj zmierzają do niego kolorowi ludzie z kolorowymi duszami. W ręku dzierżą opasłe tomy bibliopodobnych ksiąg. Reszta tomisk znajduje się w płóciennych torbach bądź w przeciążonych plecakach. Poznacie ich po książkach – aż chciałoby się sparafrazować ewangeliczne zdanie. Często okupują ławki na Plantach (z powodu bardzo dogodnej lokalizacji na ulicy Gołębiej).Tam w towarzystwie Ryszarda Kapuścińskiego, Tadeusza Konwickiego czy nawet Jana Kochanowskiego usiłują zgłębić sens istnienia. Niech próbują. Przed budynkami wydziału formują się różne koterie zjednoczone przerwą na papierosa. Odbywają się krótkie dysputy, by później móc wrócić na staropolkę [1] czy opisówkę [2] . A tam zaczyna się prawdziwy kosmos. Wspólne czytanie Platona, odczytywanie na nowo Kochanowskiego, transkrypcja slawistyczna czy końcówki równoległe! Wrażeń co niemiara. Potrzeba systematyczności, chęci i przede wszystkim pasji. Z okien czytelni często obserwuję grupy turystów...

Życie na Wydziale Polonistyki

Niektóre budynki mają duszę i tak właśnie jest z kamienicami na Starym Mieście, w których odbywa się większość zajęć na Wydziale Polonistyki UJ. Są niewielkie, jak na liczbę studentów, którą muszą pomieścić, pełne tajemniczych zakamarków i wąskich, czasem skrzypiących schodów, ale przede wszystkim przesiąknięte historią. To właśnie one zaskoczyły mnie najbardziej. Najwidoczniej nie tylko ja uwielbiam nasz Gołębnik, ale również filmowcy – w ubiegłym roku akademickim na naszym wydziale kręcono film, którego akcja osadzona była w realiach Drugiej Wojny Światowej. Nie spodziewałam się także, że polonistyka oferuje tak duży wybór przedmiotów. Nie musiałam zapisywać się do Akademii Teatralnej, żeby przejść kurs przygotowujący do publicznych wystąpień, prowadzony przez reżysera pracującego w jednym ze szczecińskich teatrów. Na dialektologii zawsze miło słuchało się legend opowiadanych przez profesora Sikorę, pokazującego, że kultura wsi żyje do dziś, dzięki tym, którzy nadal o niej pamięt...

P jak polonistyka

 – Chcesz uczyć? – pyta większość ludzi, zaraz po tym, jak zapytają, co studiuję. – Tak – odpowiadam. Kolejne sekundy są decydujące. Dostaję albo pełne współczucia komentarze na temat zarobków polskich nauczycieli, albo wyrazy aprobaty, szacunku i wsparcia. Jest też trzecia możliwość, chyba ta najgorsza: urwanie tematu, niezręczna cisza czy pełne zażenowania mruknięcie: „aha”.  Nie przejmuję się, idę dalej. Idę dalej Plantami, skręcam w Gołębią. I wiem, że jestem w domu. Nigdzie indziej obcasy nie stukają tak po bruku. Wstępuję do dwudziestki, żeby zamienić Szymborską na Herberta, a Fredrę na Słowackiego. – Tej pozycji nie ma – słyszę od Pani bibliotekarki. Trudno, mam do dyspozycji jeszcze Jagiellonkę i bibliotekę na Rajskiej. Dziękuję grzecznie i wychodzę. Ewentualnie rzucam w myślach obelgami na brak funduszy na biblioteki wydziałowe. Wędruję na piętro z Herbertem, ale bez Słowackiego. Spotykam dziewczyny, rzucam zwyczajowe: „dzień dobry, dziewczęta!” i dalej idziem...

Skąd w ogóle jajko?

Grzegorz Wielki nie bez powodu nazwał Wielkanoc Solemnitas Solemnitatum, czyli uroczystością uroczystości. Wbrew listopadowym, przedbożonarodzeniowym szaleństwom to właśnie święta wielkanocne są w Kościele katolickim uważane za najważniejsze. Hanna Szymanderska trafnie stwierdza, iż obchody wielkich świąt chrześcijańskich łączą w sobie dwa pierwiastki: religijny i ludowy (pogański). A rozróżnienie tych dwóch wpływów jest bardzo trudne.   W czasach prasłowiańskich na dzisiejszy okres świąt wielkanocnych przypadały obchody święta zmarłych (obchodzone przez Słowian cztery razy w roku). A więc smutne i żałobne tony u początku wiosny dotyczą zarówno Męki Pańskiej, jak i wcześniejszego słowiańskiego święta zmarłych. Zwyczaje wielkanocne rozpoczynają się od Niedzieli Palmowej. Każdy następny dzień stanowi osobliwą mieszaninę religijnych i ludowych zwyczajów. Skąd w naszym wielkanocnym menu wzięło się jajko? I czym różnią się kraszanki od pisanek? W Wielki Piątek młode dziewczyny malow...

Gołębnikowe rozmyślanki

Teraz już wiem, że wybór był słuszny. Zniknęła niepewność, jaka towarzyszyła mi podczas zapisów na studia. Wtedy decyzja o przyjęciu budziła radość, ale i niepokój. Czy dam sobie radę? Listy lektur przerażały… i przerażają nadal. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Bywają książki na wskroś nudne, ale również te inspirujące, do których po latach się wraca i o których już zawsze się będzie pamiętać. Otworzyła się przede mną perspektywa pięciu lat intensywnej pracy, walki z USOS-em, powrotów zatłoczonymi autobusami. Dziś, idąc na uczelnię, przechodzę przez Planty. W powietrzu czuć już oznaki wiosny, a na kwietnikach właśnie sadzi się pierwsze bratki. Wkrótce będzie można siąść i w przebijających się przez liście drzew promieniach czytać kolejną książkę. Ta pora roku wydaje się być najurokliwsza. Uliczki rozbrzmiewają już muzyką i śmiechem,  a przechodnie starają się balansować między tłumami wycieczek, które w ciągu paru godzin chcą poznać jak najwięcej zakątków miasta. Tymcz...

Język polski oczami obcokrajowca, cz. I

  „A jak pojedziesz na Ukrainę - będziesz spał na dywanie…”    Każdy język ma swoje osobliwości i polski nie jest wyjątkiem. Kiedy jesteś obcokrajowcem, pierwsze, co słyszysz , to dominująca szczelinowość (sz, cz) oraz dźwięczność (dz, dż). Na początku sprawia to ogromne trudności. Na szczęście co drugi Polak potrafi powiedzieć coś w języku angielskim, ale co z tym polskim?! Samogłoski nosowe -ą, -ę , przedniojęzykowo-zębowe -u̯ , sprawiają trudności w mowie i piśmie. Rozróżnienia na oni/one w liczbie mnogiej i ogromna ilość wyjątków w końcówkach rzeczowników odmienianych przez przypadki. Nie bez przyczyny polski uważa się za jeden z najtrudniejszych języków na świecie.   Czytając najprostsze słowa po polsku, można zobaczyć podobieństwo do języka rosyjskiego, ukraińskiego i białoruskiego, a wszystko przez to, że należą one do jednej grupy języków słowiańskich. Jednak te podobieństwa tak jak pomagają w komunikowaniu się, stwarzają też problemy i nieporo...

V Dyktando Krakowskie

Sobotnia zabawa dla całej rodziny. Zabawa, ale i wyzwanie. Mowa oczywiście o V Dyktandzie Krakowskim, organizowanym w ramach Miesiąca Języka Ojczystego. Koordynatorami tegorocznego wydarzenia byli Wydział Polonistyki UJ oraz Koło Naukowe Językoznawców Studentów UJ im. Mieczysława Karasia. Już od pięciu lat setki uczestników wspólnie zasiadają w aulach Auditorium Maximum, by zmierzyć się z zawiłościami polskiego języka. Co ciekawe, zadanie to podejmują nie tylko mieszkańcy Krakowa i Polski, ale również goście z zagranicy. W tym roku uczestniczką z miejscowości najbardziej oddalonej od Krakowa była Monika Kukielka, która przyjechała do nas aż spod Liverpoolu. Skupmy się jednak na językowym aspekcie wydarzenia. Tekst tegorocznego dyktanda, napisany przez dr hab. Mirosławę Mycawkę, obfitował w słowa związane z Krakowem. Spotkaliśmy się z laj k onikami, mlaskotami , a nawet z charakterystycznym wykrzyknikiem wyny! Nie zabrakło także naszego polonistycznego Gołębnika . ...