Przejdź do głównej zawartości

Posty

Hej kolęda, kolęda!

Grafika: Paulina Bachanek Święta tuż, tuż, a wraz z nimi porządki świąteczne i planowanie wigilijnego menu. Troszczymy się o dwanaście potraw na stole, o to, by każdy został czymś obdarowany i śpiewamy kolędy. Ale czy zastanawiamy się nad tym, skąd wzięły się wszystkie świąteczne zwyczaje? Bo święta Bożego Narodzenia to nie tylko pretekst do spotkania z rodziną  (choć dla niektórych pewnie tak). Nie zapominajmy jednak, że to także kontynuacja pewnej  tradycji. Dzisiaj parę słów o kolędzie. Prezenty stanowią nieodzowny element świąt. Jedni lubią być nimi obdarowywani, a drudzy wolą obdarowywać. Ciekawą kwestią jest to, że do XVI wieku słowa kolęda oznaczało właśnie ‘prezent, podarunek świąteczny’. Leszek Wysocki pisze o znanej anegdocie dotyczącej błazna Stańczyka, który był niezmiernie smutny z powodu braku owej kolędy , czyli podarku, ze strony króla. Zygmunt August odkupił swoje winy poprzez podarowanie Stańczykowi wykwintnej szaty [1] . Aleksander Br ü ckner wska...

Młodzieżowe słowo roku

Uniwersytet Warszawski już  już po raz ósmy organizuje plebiscyt na słowo roku. Głosowanie na stronie http://www.sloworoku.uw.edu.pl/ potrwa do końca grudnia. Jednak znane są nam wyniki pokrewnego plebiscytu (organizowanego przez Wydawnictwo Naukowe PWN) – na młodzieżowe słowo roku 1 . Zaszczytne pierwsze miejsce w roku bieżącym zajął dzban . Zeszłoroczny zwycięzca to XD , co wzbudziło wiele kontrowersji, łącznie z wątpliwością, czy możemy w ogóle uznać, że jest to słowo. Z kolei r ok 2016 zasłynął hasłem sztos . Od kilku dni na portal ach internetow ych toczą się żywe dyskusje na ten temat . Co ciekawe, wyróżniony  w tym roku rzeczownik dzban w znaczeniu używanym przez młodych nie jest nazwą przedmiotu, a określeniem osoby nierozumiejącej czegoś, niegrzeszącej inteligencją, czyli, pozostając w sferze wyrażeń typowych dla nas, młodych, można by powiedzieć, że dzban to osoba, która po prostu nie ogarnia 2 . Jako przykład niech posłuży nam komentarz, znaleziony pod arty...

Dlaczego bawią nas dowcipy językowe?

Jeśli wyjaśnianie puenty dowcipu sprawia, że tenże przestaje być śmieszny, to jakie spustoszenie wyrządzi w nim nazwanie, opisanie i wytłumaczenie mechanizmów językowych, którymi się rządzi? Przekonajmy się!  Tradycja rozważań nad istotą komizmu jest niezwykle długa i obszerna – zajmowali się tym i Arystoteles, i Freud; psychologowie, językoznawcy, filozofowie, teoretycy sztuki i socjologowie, a jednak wciąż nie udało się stworzyć ani spójnej definicji, ani syntetycznej koncepcji tłumaczącej, dlaczego niektóre rzeczy nas śmieszą, a inne nie. I choć być może nigdy nie będzie nam dane poznać magicznej receptury na dowcip idealny, pewne teorie możemy z przekonaniem graniczącym z pewnością przyjąć i stosować w życiu codziennym. Wiemy na przykład, że wspólny zasób motywów i odniesień między odbiorcami a przedmiotem żartu jest istotny dla jego zrozumienia – innymi słowy, śmieszy nas to, co jest nam w jakimś stopniu przynajmniej  bliskie i znajome. Dlatego Polaków bawią żart...

Poczytaj mi… #słownik

Architekci podziwiają zabytki, historycy zachwycają się jego bogatą przeszłością, my natomiast fascynujemy się językiem Krakowa. Co w nim jest tak niezwykłego? Daje poczucie wspólnoty. Jeśli się z nim zapoznamy, miasto przestanie być nam obce; będziemy mogli choć w części czuć się jak jego mieszkańcy. Wszyscy przecież, studiując w Krakowie, odwiedzamy Jagiellonkę, a zaraz po odebraniu książek, biegniemy do Audi Maxa na kolejne wykłady. Łączność pomiędzy słowami a codziennością krakowian dostrzegłyśmy na spotkaniu związanym z ukazaniem się książki „Powiedziane po krakowsku. Słownik regionalizmów krakowskich” wydanej przez pracowników Wydziału Polonistyki UJ. 26 października w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa miałyśmy okazję wysłuchać wykładu pt. „Jedzenie na polu: od faryny do food trucka”. Konferencję poprowadzili: dr Donata Ochmann, dr Patrycja Pałka i dr Artur Czesak. Okazuje się, że klimat miasta można poczuć, przyglądając się chociażby słowom związanym z charakterystycz...

Kibic na kozetce

Grafika: Paulina Bachanek O tym, jak język wyraża ogromne emocje, możemy przekonać się na stadionie. A w szczególności na krakowskim stadionie. Derby Krakowa uważane są za jedne z najważniejszych w Polsce. Zwykło się je również nazywać Świętą Wojną. Choć nic w nich ze świętości ani ze szlachetnego wojowania. Na jednych antypodach znajdują się fanatyczni fani Wisły Kraków. Kibice Cracovii stanowią jakoby odrębny krakowski mikrokosmos. To, co, niestety, łączy kibiców obydwóch drużyn, to pokłady agresji i wzajemna pogarda. Odbicie tych odczuć możemy ujrzeć w ich języku. Na zebraniu Katedry Historii Języka i Dialektologii prof. Kazimierz Sikora dokonał wiwisekcji owego zjawiska, wygłaszając wykład pt. O języku stadionowej nienawiści. Mowa krakowskich kibiców stanowi hate speech. Składa się ona w dużej mierze z ekspresywizmów i wulgaryzmów. Stanowi formę dyskryminacji – upubliczniona zostaje silna agresja werbalna.          Stadionowy socjo...

Około 11

Na początek muszę się do czegoś przyznać. Nie lubię świąt. Nie w tym sensie, żebym uważała, że są niepotrzebne, albo że to, co dany dzień ma uczcić, jest nieważne. Są dobre, jeśli ktoś to czuje, potrafi się przyłączyć do zbiorowego świętowania. Ale takie życie od święta do święta zaburza mój własny, prywatny rytm. „Dzisiaj wspominamy zmarłych”. „Dzisiaj dziękujemy mamom”. „Dzisiaj myślimy o niepodległości” – a ja akurat od 3 dni interesuję się sposobem komunikowania się wielorybów i trochę straciłam kontakt z rzeczywistością. Refleksje przychodzą pod wpływem impulsu. I jeśli dla kogoś tym impulsem może być świętowanie na zewnątrz, na ulicach, w mediach –  w porządku. Jeśli zbliżająca się data w kalendarzu sprawia, że dana osoba myśli sobie: „Hej, może poczytam jakąś książkę na ten temat” – świetnie! Dla mnie tym impulsem musi być prywatna rozmowa, dyskusja. Albo trafienie przypadkiem na jakąś informację i zagłębienie się w temat z powodu spontanicznej ciekawości. Daty koj...

Maluczki #patriotyzm

  Patriotyzm automatycznie łączę z językiem. Z wolnością panującą w języku. Z tym, że piszę ten post. W języku polskim. Z oceanem słów, których mogę swobodnie użyć. To piękna dowolność językowa, która nie zawsze była powszechna. Język był rusyfikowany, germanizowany – wiemy to z lekcji historii. Nie przemawiają do mnie napuszone, patriotyczne teksty ani też pompatyczne, publiczne wydarzenia. Cichutko powtarzam za Wisławą Szymborską: Odrzucam pustobrzmiące słowa. Od siebie dodaję: odrzucam wszelką pretensjonalność i przesadę. Patriotyzm odnajduję w języku. I poprzez język go celebruję. Zgłębiając tajniki języka ­– wędrując przez meandry jerów czy dyftongów. Czytając fragmenty Psałterza floriańskiego. Ucząc się odczytywania języka staropolskiego. Dowiadując się, jak kształtowały się samogłoski polskie. Mogłabym wymieniać dłużej. W każdym razie – to właśnie moje studia pozwalają mi oddać indywidualny hołd. Dlatego że pracuję z językiem polskim, rozkładam go na czynniki pierwsze. Wciąż...